Przejdź do zawartości

Strona:PL JI Kraszewski Mozajka.djvu/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

dzo nie odstręczało; pociągało raczej może jako coś osobliwego. Nawet ludzie pobożni ciekawi byli zajrzeć w taką duszę — pustą — w której próżnia mieszkała.
Bernardyn, choć podobno sowicie opatrzony wyjechał z Horodyszcza, cmokał, i nie miał wielkiej ochoty rychło tam powracać.
Wszystko to razem wzięte, a w dodatku nadzieja, iż mu się może jeszcze uda Mostowniczego wyzyskać i grosz z niego dobyć — skłoniło Wyrzyskiego do zaproszenia się na Horodyszcze.
Pan Dydak podziękował za honor i — rzekł zimno.
— Bardzo proszę.
Nim plenipotent książąt pokończył ich interesa i opędził się wierzycielom, którzy, zasłyszawszy o sprzedaży Stawiska napadli na niego, Mostowniczy z Dubna wyjechał.
W tym roku pomimo teatru na Zamku, zabaw wielu, balu i iluminacyi — o niczem nie mówiono w czasie kontraktów, tylko o Kurozwęskim.
Damy szczególniej były podrażnione puszczoną plotką, jakoby miał się żenić... Wyjść za starego takiego, niezmiernie bogatego człowieka, który żeniąc się musiał piękny zapis uczynić, (byle koło tego chodzić umiano), a mógł rychło umrzeć!... było rzeczą nadzwyczaj powabną. Im starszy był tem sentymentalnym paniom XVIII w. — droższym się stawał...
Niektóre co go przejeżdzającego z Wyrzyskim