była to rzecz znana powszechnie, że mimo kuksów jakie za to odbierał, Jasiek wszelkie po za oczyma odbywane funkcye — pełnił z niezmierną czasu stratą.
Co robił w czasie tych wycieczek? nie było docieczono dokładnie. Wedle pory roku i zmiennych okoliczności, draźnił indyka, niekiedy do najwyższej doprowadzając go passyi; pędzał kury, dłubał w nosie, wymykał się ku ogórkom i t. p.
Dnia tego nie można go było o co iunego posądzić chyba o kaczany od kapusty, na które był też łasy. Klucznica przysięgała się że marchew surową jadał, cóż dopiero słodkie kaczany.
I nie było go, choć drewka leżały na drewutni w szopce tuż około kuchni; a Podkomorzy klął i gderał. Miał ten zły zwyczaj, chociaż skutkiem częstego powtarzania doz — nie robiły skutku.
Wołał pół głosem.
— Gdzie ta jucha Jasiek? kiedy poszedł? a dotąd nie wraca! A, żeby go..... Tu następowało wyliczenie wszystkich plag egipskich, których życzył Jaśkowi. Wchodziły w lik — deptanie kaczek, — zczeźnięcie marne — skiśnięcie, i t. p. Podkomorzy miał wielką tych wyrażeń obfitość.
Jakkolwiek list zbyt ciekawym być nie mógł — draźnił jednak i niecierpliwił leżąc zawarty. Podkomorzy bez świecy go czytać nie mógł, a nawet przy niej nie obchodził się bez okularów.
Zawołał Jakóba aby przyśpieszył powrót Jaśka. Jakób leniwy równie jak poczciwy, pofatygował się
Strona:PL JI Kraszewski Mozajka.djvu/193
Wygląd
Ta strona została uwierzytelniona.