ciężkiej, ale parą końmi, wózkiem prostym puszczała się, na niewygody wcale nie zważając. Tak i w kilka miesięcy po urodzeniu mojem, sama mnie karmiąc jeszcze, wraz ze mną, wybrała się dnia jednego, chcąc pośpieszyć, gdyż w liście ostatnim ojciec się na chorobę uskarżał, która go wkrótce do grobu doprowadziła.
Później opowiadała matka moja, iż w drodze tej, wóz nagle tak niebezpiecznie się przechylił, że dziecię, które trzymała na ręku, wyśliznęło się, padło pod koła i w oczach jej przejechane zostało.
Z krzykiem poskoczyła za mną matka, z pod kół wyrwawszy i na ziemi klęknąwszy łzami mnie oblewała. Zdawało się, że ratunku żadnego nie było. Naówczas święta niewiasta w duchu panu Bogu ślub uczyniła, że gdyby mi życie powrócił, jemu mnie w zakonie św. Franciszka poświęcić miała.
Natychmiast przytuliła mnie do piersi, którą ssać zacząłem. Nadzieja wstąpiła w serce. Dojechaliśmy do Lwowa, gdzie, gdym prawie bez szwanku do zdrowia przyszedł, niemal za cud ocalenie moje poczytywano. Matka zaś o uczynionym ślubie zawczasu nie rozpowiadała, naprzód tylko nabożeństwo dziękczynne przed ołtarzem Franciszka św. zamówiwszy, do którego zawsze szczególną dewocyę miała.
Wszystkich tych dzieciństwa mojego przygód, wcale pamiętać nie mogąc, to tylko wiem, że gdym dorastać począł, ubrano mnie w habicik bernardyński i w nim chodzić musiałem, co na mnie oczy ściągało, a niebardzo miłem mi było, bo inne chłopaki z rycerska się panoszyły i przy drewnianych szabelkach, gdy ja z ró-
Strona:PL JI Kraszewski Mozajka.djvu/170
Wygląd
Ta strona została uwierzytelniona.