Przejdź do zawartości

Strona:PL JI Kraszewski Mozajka.djvu/169

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

do wody w którą padłem, doprowadziło. Raz jeszcze wszystkie te pogrzebione już wspomnienia, dobyć muszę, abym to co mnie spotkało wytłumaczył, a okazał, iż inaczej postąpić anim mógł, ani się godziło.
Chociażeśmy wojowali razem i szczęście mnie to spotkało, żem obok onych wiekopomnej sławy dwu Strusów, polskich bohaterów szedł przeciw poganom, choć w pochodzie i pod namiotami nie jeden raz noc spędziliśmy rozpowiadając sobie przygody nasze; niewiem czym kiedy o mojej familii więcej co nad to mówił Starościc, iż kilku nas było braci.
Z nich najmłodszym sługa wasz, może dla tego Benjaminem był u matki swej, niewiasty cnoty i pobożności takiej, iż ci co ją znali, prawie za ubłogosławioną za życia mieli. Kochała ona wszystkie swe dzieci prawdziwie macierzyńskiem sercem, a mnie ostatniego swego sierotę, któremu w niemowlęctwie ojca zabrakło, może gorącej niż starszych braci, żem był słabowity i wyraźnym cudem łaski Bożej od śmierci ocalony.
Mieszkali rodzice moi nie opodal ode Lwowa, w majętności Kurzawie, z dawna do nas należącej, równie jak Wysokie, z którego się też niektórzy pisali, — klejnotem naszym był i jest Odrowąż, jako też prawemi Odrowążami byliśmy. Ponieważ ojca nieboszczyka często bardzo sprawy jego do Lwowa powoływały, gdzieśmy własny dworek mieli, matka, jako była o wszystko troskliwą i zabiegliwą, a nabożeństwa też chciwą, — z Kurzawy do Lwowa często przejeżdżała do ojca. Drogi nie były dobre, a i bryki jejmość nie chciała zażywać