Przejdź do zawartości

Strona:PL JI Kraszewski Mozajka.djvu/168

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

jej strony. Wchodząc uczułem, że mi coś po nogach się przesunęło — i domyśliłem się spłoszonych podedrzwiami szczurów lub łasic — gdyż myszy nigdy się ze starszyzną pod jednym dachem znajdować nie zwykły. Umieściwszy światło na złamanym stołku rozpocząłem prawdziwie rozpaczliwe poszukiwanie! Regestra ekonomskie i kwity, palety, urzędowe rozporządzenia — listy z których kropli życia wycisnąć było nie podobna.
Zniecierpliwiony, z rozmaitych stron zanurzałem ręce w tych śmieciach — zawsze w nadziei, że na jakąś żyłkę złotą natrafię. Przerzuciłem kupę prawie do dna, gdym nareszcie na parę starszych zapisanych kartek natrafił.
I to była cała zdobycz moja.
Kilka stronnic zżółkłych, pomiętych, podługowatych, wypełzłym atramentem pisanych widocznie już w XVII wieku, miały tytuł u góry.
Kopia listu olim JMP. Bernarda Kurzańskiego do pana Jerzego Strus’a, starosty bracławskiego etc.
Dalej szło co następuje:
Laudetur Jesus Christus.
Mnie wielce miłościwy panie Starosto dobrodzieju.
Przez JMP. Chorążego bracławskiego wiadomość mnie doszła, iż dotąd w łaskawej pamięci zachowujesz sługę swego, za co niech Bóg stokrotnie nagrodzi. Powiadał Chorąży, iż o mnie wspomniawszy a niewdzięcznym zowąc, wyraziłeś się żem jak w wodę padł. A no — prawdziwe to są słowa, padłem w wodę, ale święconą. Więc gdy widzę, iż losy moje, jeszcze starostę obchodzą, longe et late rozpisać się muszę, co mnie