— Mieszka kto w pałacu — zapytałem.
— Nie, cały pustką stoi, na dole są składy, a niedaleko na folwarku ludzie. Bezpieczeństwo zupełne. Służący mógłby spać w przedpokoju.
— Służącego muszę, niepewnym będąc furmana, zostawić przy koniach i bryczce, ale dla czegożbym, choć i sam nie mógł nocy przepędzić w pustce?
Chodźmy się rozpatrzeć.
Pospieszyliśmy do pałacu, aby go obejrzeć nim się zciemni.
Gmach wielki, okazały, zbudowany w stylu XVIII wieku, tak aby pańsko wyglądał — stał po wojnie i bitwie, która się tu odbyła — istnym trupem zastygłym. Wydawał się jak żołnierz zabity w szeregach ściśniętych, który nie żyje, a paść nie może.
Zaraz w ganku kolumny były od kul potrzaskane, a na murach pozostały ich ślady. Z pod tynku obnażone cegły, wyglądały czerwono jak krwawe rany. Na dole znaczniejsza część okien pozabijana była deskami.
Toż samo zniszczenie, do którego może po wojnie przyczynili się i mieszkańcy, którzy w pierwszej chwili z bezpańskiej siedziby korzystali, dawało się widzieć w ogromnej sieni, której posadzki były w części podruzgotane, częścią wydarte. Schody jednak, wiodące na piętro, pozostały prawie całe.
Kurz tylko i gruzy leżały na nich wszędzie, a gdzie padła kropla wody, zieleniały jakieś roślinki blade.
Drzwi, jedne z dawnych czasów, malowane i zło-
Strona:PL JI Kraszewski Mozajka.djvu/162
Wygląd
Ta strona została uwierzytelniona.