
W r. 183... sprawa pewna zmusiła mnie udać się do Boremla. Mie miałem potrzeby bawić tam długo — ale zanocować stało się koniecznością, bo i konie moje były zmęczone, i ciemna noc jesienna nazad się puszczać do Gródka nie dozwalała.
Majętność ta, po Czackich, naówczas była wydzierżawioną przyjacielowi ojca mojego, p. Platonowi R.
Rozmówiwszy się z umocowanym jego, spełniwszy o co mnie zobowiązano, musiałem w końcu pomyśleć o noclegu.
Konie moje przyjęto na folwark, ja zaś, nie chcąc zawadzać nikomu, chciałem sobie szukać gospody w miasteczku, gdy rządzca się odezwał:
— Jeżeli to panu przykrem nie będzie, to możnaby przenocować w pałacu. Zniszczony wprawdzie bardzo i do dziś dnia pozostał w takim stanie, jak był po wojnie — ale na piętrze jest pokój zamczysty, z oknem i z kominem. Można zapalić na kominie, a znajdzie się na czem posłać...