Klaudy czasem z jakiegoś jej słówka starał się wyciągnąć myśl, dowcip, głębsze jakieś postrzeżenie, ale to mu się nie bardzo udawało.
Kobieta była najpospolitsza w świecie, a — jak mnie się zdawało, nietylko pozbawiona serca, lecz nawet nieumiejąca wielkiej namiętności męża odpłacić współczuciem. Zimna, trwożliwa o swą piękność i zdrowie, zalotną była na chłodno, przez miłość własną tylko... a nudziło ją wszystko, oprócz tego co bawiło — ulicę...
Teatr małpi i cyrk był dla niej największą rozkoszą, najulubieńszą — rozmowa ze sługami... Klaudy starał się ją do czytania wdrożyć, czytywał jej sam, ale przy tych przymusowych lekcyach zasypiała, dąsała się, gniewała — płakała wreszcie...
Opowiadanie obleczone w trochę wyszukańszą szatę, było jej niezrozumiałe zupełnie.
Klaudy zakochany jeszcze, oślepły zupełnie wcale tego nie widział — nie rozpaczał — wmawiał sam w siebie, że potrafi ją przerobić — i męczył się straszliwie.
Odprowadzałem ich do kolei, gdy wyjeżdżali de Rzymu i znalazłem oboje nachmurzonych, nie mówili do siebie. Klaudy ścisnął moją rękę ― z żalem rozstałem się z nim. Sama pani jechała do Rzymu i Neapolu, bez najmniejszej ochoty oglądania ich, znudzona, tęskniąc za Berlinem.
Niemal ostatnią skargą, którą z ust jej usłyszałem było — że w całych Włoszech piwa nie znalazła dobrego i że ten mąż tyran, pić go jej zakazywał.
Zima przeszła prędko — ogród Bobolich, cały był
Strona:PL JI Kraszewski Mozajka.djvu/145
Wygląd
Ta strona została uwierzytelniona.