Klaudy starał się w żart obracać to, co ona mówiła bardzo seryo. Obiad nasz przeciągnął się bardzo długo i owoce podane na końcu, znalazły łaskę w jej oczach.
Z całych Włoch co się najcudowniejszem jej wydawało, to cytryny, które widziała porozpinane na murach i pomarańcze dojrzewające tak jakby prostemi gruszkami były.
Po jedzeniu i bardzo starannem wypłukaniu ust, bo troskliwość o zdrowie swe i piękność posuwała do najwyższego stopnia — ponieważ miała zwyczaj odbywać siestę — co, jak twierdziła — bardzo zdrowem było — poszła spocząć, a myśmy zostali z cygarami i kawą. Po wyjściu pięknej pani, która w pochodzie przez salon stawała przed wszystkiemi zwierciadłami i przeglądała się w nich sobie z nietajoną przyjemnością. Klaudy długo nieumiał rozpocząć rozmowy.
Potrzebował koniecznie naprawić wrażenie, jakie Roza uczynić musiała (czuł to dobrze) a niewiedział jak się wziąć do tego. Na ostatek zwrócił się wprost do mnie — i strzelił.
— No — widzisz — ożeniłem się (tu westchnął mimowoli). Widziałeś ją? piękność jej nie straciła nic — słyszałeś — więc masz wyobrażenie o jej... chociażby temperamencie...
Jest naiwna jak dziecię ― tak, naiwna, ale, wiesz mi, znaczne już uczyniła postępy, umysł się otwiera. Potrzeba cierpliwości!! Będę ją miał, bo się do niej coraz więcej przywiązuję. Cóż winna temu, że była zaniedbaną.
Strona:PL JI Kraszewski Mozajka.djvu/143
Wygląd
Ta strona została uwierzytelniona.