— A! to bardzo smutna historya.
Czekałem na objaśnienie, lecz dzwoniono na podniesienie się kurtyny, i Klaudy spiesznie mnie opuścił.
Miałem potem sposobność przypatrzenia się przez lornetkę teatralną owemu ideałowi — którego historya była tak smutną.
Twarzyczka była dziwnie piękną i tak majestatycznie chłodną i sztywniejszą jeszcze niż portret — lecz była to jakby piękna poezya przetłumaczona prozą z obcego języka. Coś tu brakło. Wszystko co zdobić ją miało, psnło wrażenie fizyognomii, włosy nawet tak śliczne na portrecie, ufryzowane były i utrefione jak najniesmaczniej. Mężczyzna siedzący obok, mało się zajmował swą towarzyszką, niepatrzał prawie na nią. W ciągu dalszego przedstawienia kilku młodych paniczów wchodziło dla pozdrowienia blondynki. Zwracała się ku nim chłodno, przemawiała z uśmieszkiem wymuszonym, niezapominając ani na chwilę o pozie swej, o wyprostowaniu i o włosach, które machinalnie poprawiała.
Z loży w pierwszym rzędzie, ze stroju, ze wszystkiego wnosić było można, iż blondynka, jeśli nie należała do — świata arystokratycznego, co było wątpliwem z powodu plntusowego charakteru towarzysza — przynajmniej pod względem majątkowym, musiała w świecie zajmować stanowisko... u góry... Coś mówiło, że małżonek, gdyż łysy i nabrzękły miał wszystkie znamiona męża — należał do plutokracyi giełdowej.
Rozpytać się o to Klaudego nie mogłem, gdyż nie zaszedł już do mnie. Zobaczyłem go w loży przy blon-
Strona:PL JI Kraszewski Mozajka.djvu/132
Wygląd
Ta strona została uwierzytelniona.