Spotykaliśmy się jeszcze w Wiedniu. To co przewidywałem nastąpiło — d’Angeli wcale nie odpowiedział.
Uparty Klaudy napisał do jednego z kolegów swych uniwersyteckich, który zasiadał jako deputowany w izbie pruskiej, usilnie go prosząc i zaklinając, ażeby dowiedzieć się starał od malarza o oryginale portretu. Tłumaczył tę swą ciekawość nadzwyczajną pięknością jego.
Przyjaciel odpisał list długi, żartobliwy, skarżąc się na artystę, który dla nikogo grzecznym niebył i odprawił go bardzo grubjańsko, ledwie nie wygnawszy za drzwi. Nie przestając na tem, umocowany do zasiągnięcia tej tak ważnej wiadomości, deputowany — postarał się ze strony dowiedzieć, kto to mógł być? Zdaniem osób, które dobrze były położone w pracowni artysty, — owa blondynka nie należała wcale do sfer, w jakich się zwykle obracał portrecista — był to typ, znaleziony gdzieś przez niego i malowany dla przekonania, że biało na białem — jasno na jasnem, można stworzyć arcydzieło, któremu na sile zbywać nie będzie.
Wyjeżdżając z Wiednia i żegnając się z Klaudym, znalazłem go zawsze jeszcze rozmarzonym tym wizerunkiem, do którego co dzień chodził się modlić przez długie godziny.
Wystawa miała być w krótce zamknięta. Zdziwiłem się w kilka dni po powrocie do Drezna, — spotkawszy Klaudego na ulicy. Pamiętałem o tem co go tak zajmowało w Wiedniu i śmiejąc się powiedziałem mu że jego dewocya do blondynki malowanej, przypomniała mi pierwszą bytność Matejki w Dreznie, który tak
Strona:PL JI Kraszewski Mozajka.djvu/128
Wygląd
Ta strona została uwierzytelniona.