Przejdź do zawartości

Strona:PL JI Kraszewski Mozajka.djvu/127

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

łem. Wiedzą to wszyscy, że Angeli jest popsuty swą sławą i grzecznościami, jakiemi go ukoronowane głowy obsypują. Dla królowej angielskiej nie raczył się ubrać wedle etykiety wymaganej — i wolał nie znajdować się na wieczorze, niż wdziać pończochy — a pan chcesz aby mu odpisał.
— Byłby najokrutniejszym z ludzi, gdyby tego nie uczynił — rzekł Klaudy.
Portret miałem w pamięci, wydawał mi się jak jemu nadzwyczaj pięknym i wiele mówiącym — jednakże w końcu Klaudy mnie trochę nudził swoim dziwactwem, które przypisywałem rozmarzeniu i próżnowaniu.
Był to w istocie młodzieniec w tem — nieszczęśliwem, a jak inni mówią, szczęśliwem położeniu, że — nic robić i niczem się zajmować nie potrzebował.
Zacnych rodziców jedyne dziecię, wychowanym był przez nich wcale nie na próżniaka. Ojciec jego żył w tych czasach gdy wypadki pozbawiały fortuny i pędziły nieraz na wygnanie. On i matka obawiali się tego dla syna. Dali mu więc wychowanie bardzo staranne. Klaudy był wykształcony, skończył studya uniwersyteckie, trochę nawet chorował na literata, lecz pochwyciło go życie. Wolał teraz żyć, patrzeć, czytać, odczuwać, niż ślęczeć nad kryształami myśli zimnemi, nad światem papierowym.
Nie miał fantazyi bogatej, młodzieży właściwej — zdawał mi się zimny, umiarkowany — i to dziwactwo... zakochanie się w malowanej blondynce nie rokowało też trwania — nie ciągnęło za sobą żadnych strasznych konsekwencyi.