Przejdź do zawartości

Strona:PL JI Kraszewski Mozajka.djvu/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

Plenipotent książąt L. — miał naówczas owo Horodyszcze osławione na sprzedaż, ale wszyscy wiedzieli, że było zniszczone straszliwie, pola zajałowiałe, lasy powycinane na potarze i klepki, budowle w ruinach — kupca można było tylko znaleźć chyba w jednym z tych dobrodusznych, zdala przybywających, chciwych ziemi dorobkowiczów, któregoby ogromny obszar jakich półtora tysiąca włók zaślepił. Ci co znali stan majątku, nie ważyli by się go nabyć, bo to był ciężar wielki.
W opisie i inwentarzach, dla tego, co nieoglądał Horodyszcza na gruncie, prezentowało się nabycie jako bardzo ponętne — lecz między papierem a rzeczywistością — była przepaść. Plenipotent p. Wyrzyski, człek nadzwyczaj zręczny, frasował się tem mocniej im książęta L. więcej potrzebowali pieniędzy, a widoku najmniejszego sprzedania dóbr nie miał.
Kontrakty się już niemal ku końcowi miały, pieniądze jakie były, porozchwytywano, gdy faktor Wyrzyskiego Fajgiel wpadł do niego z oznajmieniem, że ma kupca na Horodyszcze.
Był to cud! Ale kto był ten naiwny człek, co gotował się kilka tysięcy czerwonych złotych za okno wyrzucić, a kołtun sobie kupić — ani Fajgiel ani Wyrzyski, po pilnej inkwizycyi dojść nie mogli.
Opowiadał się ów przybyły świeżo na kontrakty, jako Dydak Kurozwęski, Mostowniczyc z Mazowsza. Nikt go nie znał. Na Mazurach było tyle różnej szlachty, nważano je za tak płodne gniazdo i rozsadnik, że kto nie chciał się o sobie rozgadywać, mówił, iż był z Mazowsza, i dalej już niedochodzono.