Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/663

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Alfredek winien był mu życie, ale to tak się zdawało obowiązkowém, naturalném, że mu nawet nie dziękował. Iwaś téżby nie zrozumiał podziękowania; serce go poprowadziło.
Długi czas upłynął, nim się ranny wyleczył, nim chodzić począł, nim się wojna skończyła i oba mogli powrócić do domu.
Iwaś miał tyle, jeśli nie więcéj, ran i blizn co pan jego, ale o tych nie wspominał wcale.
Doskonały na wojnie, nieopłacony w obozie, Iwaś w domu nie mógł się przydać panu Alfredowi. Był w najwyższym stopniu niepokaźny, niepozorny, niezgrabny, milczący i w pokojach czynił wrażenie niemiłe.
Przez czas jakiś los jego zostawał nierozstrzygniętym. On sam, choć mu go wolno było wybierać, nie myślał wcale o sobie. Chciał tylko pozostać w miejscu i przy Alfredzie.
Nie rozumiał życia gdzieindziéj, tylko tu, gdzie był od niepamiętnych czasów.
Po długiém wahaniu się, dano mu miejsce przy kredensie. Powracał niejako do swych wspomnień dziecinnych, do lat chłopięcych.
Taż sama obojętność na los, która go dawniéj odznaczała, została cechą jego charakteru. Nic nie żądał, niczego się nie spodziewał, sam nic dla siebie wymyśléć nie umiał.
Stara miłość zwierząt, gdy powrócili na wieś, obudziła się w nim z siłą nową.
Nigdy za to w życiu nie spojrzał na kobietę Iwaś bez jakiegoś strachu, którego sam nie rozumiał. To pewna, że się ich obawiał wszystkich i uciekał od nich.
Czy się do tego przyczyniało to, że go dawniéj chłopięciem baby nielitościwie tłukły? trudno zgadnąć, lecz w życiu żadnéj nie pokochał i ani próbował się zbliżyć.
W rzadkich wypadkach, gdy która sobie z niego zażartować chciała, albo istotnie bałamucić zamierzyła, Iwaś uchodził, wymykał się, unikał i tak był zafrasowany, jakby go największe nieszczęście spotkało.
Wiadomém było wszystkim, że nawet w dłuższe rozmowy z kobietami nigdy się nie wdawał. Odpowiadał nie patrząc im w oczy, zbywał słowami krótkiemi, odwracał się, wymykał.
W kredensie, mimo pracowitości Iwasia, czasu wiele zostawało mu niezajętego. Naówczas szedł albo do pasieki lub w ogród, w gąszcze, kładł się na ziemi i przypatrywał życiu, które go otaczało.
Nikt tak dobrze nie znał gospodarstwa mrówek, jak on, dróżyn, któremi chodziły, ciężarów, które dźwigały, kryjówek, w ja-