Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/610

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dzo źle... Głos dowodzi i oddech, że płuca są mocno zaatakowane... ma gorączkę.
O butelce z wódką nie śmiałem wspomniéć, ale przenikliwe oko doktora, nie widząc jéj — domyśliło się czegoś. Zapytał mnie, czy nie wiedziałem co o dawnym trybie życia Dowmunda — powiedziałem prawdę.
— Niéma wątpliwości — przerwał doktór — że mógł powrócić do nałogu, czując się osłabionym. Chwilowo nawet może doznać łudzącéj ulgi, a że wątpię bardzo, aby mu życie uratować można... niéma nawet co tu robić, trzeba zostawić go losowi... Przynajmniéj nie czuje się ani zagrożonym, ani nieszczęśliwym, i cały żyje nadziejami. To mu koniec osłodzi.
Starałem się pomimo smutnego tego wyroku nakłonić doktora, ażeby odwiedził artystę, lepiéj się mu przypatrzył, i jeśliby czém mógł ulżyć mu w cierpieniu lub być pomocnym, nie usuwał się od tego.
— Tu nic już do zrobienia niéma — rzekł wzdychając mój towarzysz — ale będę zaglądał. Smętne to a ciekawe razem widowisko.
Ponieważ Dowmund miał wprędce rozpocząć swoje rusałki i spodziewał się w chwili natchnienia rzucić główny zarys kompozycyi na płótno, a życzył sobie, aby widziano jego pomysł i krytykowano go, po niejakim czasie znalazłem się znowu w pracowni. Zastałem go, jak niedawno wyciągniętego na sofce, znużonego, naprzeciw płótna, na którém nie było nic, oprócz kilku liniami oznaczonego lasu, i tła, na którém postacie rusałek malować się miały.
Żadna z nich nie była nawet naszkicowaną.
Zarumienił się widząc, żem z ciekawością wpatrywał się w płótno, na którém trudno coś było rozeznać.
— Leniwym i niedołęgą mnie pan możesz nazwać — począł prędko — ale, doprawdy natłok myśli jest takiém nieszczęściem, jak brak ich zupełny. Nie mogę się zdecydować. W głowie mam obraz czasem cały, ale w chwilę potém zmienia mi się i wpadam w stan niepewności, co lepiéj... a potém? potém godzinami marzę, patrzę, męczę się i nużę.
— Mnie się zdaje — odparłem nieśmiało — że w takim razie szkic, próba... mogłaby najlepiéj rozstrzygnąć.
— A! nie — zawołał — nie, na te próby i szkice artysta się zużywa, zniechęca, osłabia. W pełni sił chcę przystąpić do dzieła.
Tymrazem nie mogłem rozpoznać, czy biedny Dowmund miał gorączki trochę, czy ona była sztucznie wywołaną napojem. Po-