Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/600

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Podałem mu rękę. Przestraszył się i drgnął cały... nie poznał mnie odrazu, musiałem się przypominać.
— Jesteś pan ciągle w Dreźnie? — zapytałem go. — Słyszałem, żeś miał myśl udać się do Krakowa?
— A! tak, do Krakowa — rzekł roztargniony — tak, lecz nie myślę teraz się stąd wynosić. Do Drezna, jakie ono jest, można się przyzwyczaić i przyrosnąć.
— Jakże mu się powodzi? — zapytałem.
Rozśmiał się smutnie.
— Stosunkowo, nawet nie źle — odparł.
Z podziwieniem przekonywałem się, że był rozmowniejszy daleko, nie unikał rozmowy, śmieléj się odzywał i słowa mu płynęły łatwiéj, ochotniéj.
— Malujesz pan co?
— A! ja? — ja, zawsze! zawsze! — odparł. — Mam teraz wielki obraz w myśli... wielki, cudowny, ale mi się jeszcze tak przedstawia mglisto, że malowania począć niepodobna. Dobywam go dopiéro z tych mroków...
Po chwili spytałem, czy mi się pozwoli odwiedzić. Zmieszał się jakoś.
— Ale bo — rzekł — widzi pan, ja tak mieszkam i daleko i biednie, a u mnie tak mało do widzenia...
Zakaszlał się znowu i nie dawszy mi swego adresu, chustką zatuliwszy usta, zniknął, uchodząc jakby przed natręctwem mojém.
Kaszel jego nie podobał mi się, a zresztą zmiana, jaką dostrzegłem w nim, nie zdawała się na gorsze... Wolałem go teraz takim, jakim widziałem...
Nierychło potém, będąc u X., zagaiłem o Dowmunda.
— Co się z nim dzieje?
— A! — odparł mój przyjaciel — nie wiem, jak określić, co z nim jest; lepiéj, gorzéj!? Trudno powiedziéć... Byleby tylko suchot nie dostał.
Jakiś czas potém znowu nie widziałem artysty. Mówiono mi, że malował i udało mu się zbyć kilka swoich kompozycyj i kopij, co wszędzie, a szczególniéj w Dreźnie jest niepospolicie trudném.
Kopie z galeryi kupują tylko więksi właściciele magazynów artystycznych, a że i zarobić lubią i często nieprędko sprzedać im się uda, płacą więc artystom nie wiele więcéj nad to, co płótno i farby warte. Własne utwory malarzy, jeżeli nie są bardzo udatnemi krajobrazami z natury, mogą się przydać chyba „kochanym ziomkom“, a ci kupują z łaski... i t. d., i t. d.