Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/550

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ale fraszka obiad! cośmy się nagadali, naprzypominali i naśmieli!
Najbardziéj mnie to poruszyło, gdy Rożniak wspomniał boską ową Paulinkę, w któréj-em się ja na zabój kochał, którą jeszcze dziś pod siwym włosem ubóstwiam. Rodzice ją gwałtem za starego wydali i uczynili nieszczęśliwą, a Rożniak mi powiada, że jeszcze teraz, gdy kto o mnie wspomni przy niéj, rumieni się biedna, jakby młodą była i przysięga, że ona mnie w sercu nosi. Notabene, że bezdzietną jest, stary safanduła cały jéj majątek zapisał i zmarł zostawując wdową. Starało się o nią wielu, za nikogo wyjść nie chciała! Boska Paulino, stary nędzarz nie mogę nawet pójść ci się dziś rzucić do nóg i podziękować, aby ci lepszego obrazu z pamięci nie wygluzować. Spotkamy się odmłodzeni na innym świecie.
Dawno takiego nie doznawałem uczucia, czułem się odmłodzonym. Łzy mi się zbierały pod powiekami. Oni mnie tam, powiada Rożniak, dawno mają za umarłego, to i lepiéj.
Dosiedzieliśmy tak za stołem, gadu-gadu, do późnego wieczora. W końcu Rożniak powiada mi:
— Co bo wy, panie Gabryelu, w tém mieścisku siedzicie, niewiedziéć na co i po co? Wiesz co, przyjeżdżaj do mnie na wieś, w oficynie są dwa pokoiki śliczne, jakby zrobione dla ciebie. Ja was za tanie pieniądze dobrze żywić, opalać, opierać będę, dam wam i ciepły kąt, chłopaka do usługi.
Milczałem, słuchając, a serce mi biło. E! radaby dusza do raju, ale grzechy nie puszczają! Dłużéj kłamać milczeniem nie godziło się. Powiedziałem mu tedy:
— Mój drogi, ja bo i najtaniéj wkrótce płacić nie będę miał czém.
Ten aż osłupiał, a potém żachnął się.
— A kapitał-że ten u Potockich?
— Hę! hę! — rzekłem śmiejąc się — dawno mu requiem aeternam zaśpiewano.
— Jak to? zmarnowałeś go? na co?
Opowiedziałem mu całą historyę tego kapitału, po prawdzie, obwiniając moje własne głupstwo, a oczyszczając biednych ludzi, którzy pewnie sądzili, że to ich uratuje. No, nie udało się, a ja padłem ofiarą.
Mój Rożniak, jakby na niego kto wiadro zimnéj wody wylał, ostygł natychmiast, zakłopotał się, zmieszał mocno.
Po chwilce niewiodącéj się rozmowy, powiada na ostatku:
— Prawdą a Bogiem, tobie bo już bez miasteczka, do któregoś