Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/548

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


u jakiéjś ubogiéj wdowy po stolarzu. Ubogim z ubogiemi zawsze najlepiéj i najbezpieczniéj, swój swego rozumie... Prawda, że izdebina paradna nie jest, że muszę przechodzić przez pierwszą, pełną dzieci i wrzawy, bo te robaki jéj krzykliwe są, żwawe okrutnie i po nocach nawet biednéj matce spoczynku nie dają. Piecyk swędzi i dymi, wilgoci dużo, zawsze to jednak lepiéj, niż żadnego nie miéć przytułku. Człowiek się zwolna do tego, co złe i niedogodne, przyzwyczai, a co się da poprawić, poprawi. Ta biedna majstrowa przy swych kłopotach, których ma dużo, rozirytowana biedna do zbytku, dzieci zbytecznie karci i musztruje, po całych dniach ją słychać, ale, jak sama powiada, została sierotą z liczną familią na głowie, nie może sobie rady dać i to ją czyni niecierpliwą, a czasem nawet wydaje się złą, ale nią nie jest. Serce najlepsze, ale, bieda! bieda! rzadko kto ją nosić umie, jak należy, tak samo jak i szczęście. Biedna kobieta i z dziećmi temi ma kłopot, i z czeladzią, która buszuje, bo warsztat prowadzi, co nieraz i mężczyznie trudno.
Ja mam dla niéj wielki szacunek, bo zabiegliwa, pracowita, śmiała i nieznużona; a że hałasuje i klnie, bez tego się nie obejdzie, mając przez wierzch głowy roboty i troski.
Obliczyłem się dziś z nadwerężoną kasą moją. Pomimo strat poniesionych, nieuchronnych, zimę jakoś przekołatam, chociaż ścisnąć się, oszczędzać potrzeba. Gdybym mógł sobie co zarobić, z serca pychę szlachecką i porucznikowską zrzuciwszy?... Ale gdzie? jak? kogo o to prosić? Niewiele umiem, lub tak jak nic, siły w rękach trochę jest, więc chybaby się ta prosta zwierzęca siła dała zużytkować, a cóż w tém złego? Do pisania oczy mi nie służą; nie jestem pewny czy correcte, jak to teraz wymagają, mógłbym przepisywać. Rzemiosła żadnego nie umiem, a uczyć się bodaj zapóźno.
6 grudnia. Dzisiaj, prawdziwy cud! Spotkałem się z kolegą Rożniakiem. Ni mniéj, ni więcéj nie widzieliśmy się lat trzydzieści. Byłbym go téż nigdy nie poznał, bo postarzał i zmienił się nadzwyczajnie, ale miał brodawkę poziomkową około nosa, jakiéj drugiéj nigdy w życiu nie widziałem, po niéj go zaraz przypomniałem sobie.
Wołam nań:
— Panie Pawle! — na próbę.
Odezwał się odwracając:
— Hę?
Ale mnie nie poznał wcale, może z powodu ubogiéj mojéj odzieży, albo i wieku. Niegdyś człowiek dosyć elegancką miewał minę, wąs do góry, ho! ho!