Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/434

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Pies, jakby go odgadł, choć tylko patrzał mu w oczy.
— Spojrzyjże no jeszcze za płot — rzekł — a tam coś także ciekawego zobaczysz.
Za płotem stały ule, około nich, strach... co się pszczół uwijało i kręciło. Jedne nosiły miód, drugie wosk, te wlatywały, te wylatywały; czynność była niezmierna: ruch, gwar, jak zwyczajnie w ulu. Ponieważ ule były szklane, chłopak mógł się dobrze przypatrzyć robocie jeszcze misterniejszéj, niż gniazdko jaskółki, komórkom woskowym, jedna w drugą poustawianym, jakby od cyrkla, i złotemu miodowi, który się w nich świecił.
— Jeszcze im człowiek dużo z tego dla siebie odbierze — rzekł pies — a na zimę będzie dosyć; takie to skrzętne stworzenie.
— Cóż to dopiéro, gdyby człowiek ze swoim rozumem chciał tak pracować jak one! — rzekł sobie chłopiec.
Wstał i otucha wielka przejęła mu serce.
— Chodźmy, Burku! damy sobie rady.
I poszli...

1866.