Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/433

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Będziesz miał śniadanie — rzekła — i ty i twój przyjaciel.
Burek, który zrozumiał, ogonem poruszał.
Zarobili więc sobie na śniadanie bezpłatne, a kobieta jeszcze chłopaka jako uczciwego poleciła staréj przekupce, która mu więcéj dała roboty i obiecała złotówkę całą. Szło więc jak z płatka.
Około południa miał chłopiec chwilę spoczynku i siadł pod balustradą ogrodową. W ogrodzie chodził paw z roztoczonym ogonem i niezmiernie się sobą pysznił. Chłopak, który nigdy podobnego ptaka nie widział, bardzo mu się dziwował i ledwie nie ukłonił, ale pies go zatrzymał.
— Dałbyś pokój... — rzekł — to próżny i nadęty darmozjad, którego nikt nie lubi; dąć się tylko umie — głos ma brzydki, a chowają go tylko dla osobliwości, bo się na nic nie zdał. Ledwie pióro z jego ogona za czapkę sobie kto wetknie. Jeśli już chcesz ptastwu się dziwować, czemu się nie przypatrzysz oto téj jaskółce, która tam lepi gniazdko pod cieniem.
Wistocie chłopiec spostrzegł pracowitą ptaszynę, która się zwijała nieustannie, nosząc w dziobku potrosze słomy i mokréj ziemi, z których lepiła bardzo foremne gniazdko.
— Kto téż to ją tego nauczył? — pomyślał sobie w duchu.
Jakby myśl jego odgadła jaskółeczka, przyleciała blizko i siadła odpocząć.
— Moja ty śliczna — zapytał chłopiec — kto to ciebie tego majsterstwa nauczył?
— A naprzód Pan Bóg — rzekła — a potém rodzice, matusia i tatuś; widzieliśmy, jak trochę poszkodzone gniazdo poprawiali... przyszła i na nas kolej pracy...
Spojrzała jaskółka, zatrzepotała skrzydłami i krzyknęła. Zobaczyła w téj chwili łajdaka wróbla, który korzystając z jéj nieobecności, wpadł do jeszcze niedokończonego gniazdka i w niém się uposażył gwałtem.
— O ja nieszczęśliwa! — zawołała — siostry i bracia, ratujcie!
Ledwie to rzekła, zebrała się ćma jaskółek i wszystkie niosąc potrosze błota, w mgnieniu oka zamurowały w gnieździe złodzieja, który próżno się szamocząc zadusił się w niém i zdechł.
Chłopak zaczął dumać... Co tu w tém wszystkiém było nauki dla niego!... Jaskółka go naprowadziła na tę drogę, że trzeba było uczyć się od ludzi jakiego rzemiosła, potém los wróbla mu powiedział, że złym się nigdy nie powodzi.
— Bardzo to są rozumne stworzenia! — mówił sobie w duszy chłopak — a przecież słyszałem nieraz, że przezywano człowieka: „to zwierzę, to bydlę“, ale widać, że się im nikt zblizka nie przypatrzył. Tak małe to a takie mądre...