Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/432

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zatrzymał, tyle w nich było dla głodnych ponęty. Bułki białe, pozłacane po wierzchu, obwarzanki zarumienione, kiełbaski pachnące, serki białe... Do najpierwszéj przekupki przyszedłszy, rozmyślał dzieciak co kupić. Pies mu w oczy patrzał...
— Jesteś głodny? — spytał.
— Bardzo.
— Nie masz dużo pieniędzy?
— A nie, — dwie dziesiątki.
— Kup, co tańsze — dodał doświadczony Burek — nakarmi się człowiek byle czém, aby żył; a jak zjé grosz na łakocie, gorszy potém głód trapi, gdy nic niéma w kieszeni.
— I tyś głodny? — spytał dzieciak.
— No, ja do tego przywykłem — westchnął stary — na mnie nie zważaj; ja w rynsztokach się żywię.
Pogłaskawszy psa, kupił tedy bułkę i kawalątko sera do niéj, aby go zbyt nie dławiła, — potém we dwóch ze psem poszli sobie pod balustradę ogrodu na kamień i chłopak jeść zaczął. Pies się nie napierał i myślał o czémś inném, ale widać było, że mu ślina do gęby ciekła. Zlitował się nad nim dzieciak i dał mu chleba. Staruszek ceremoniował się trochę, zrazu nie chciał tknąć, ale głód, głód wszechmogący go zmienił: pożarł skórkę i polizał rękę.
— Teraz tyś pewnie zmęczony, kładnij się i śpij — rzekł pies — ja cię będę pilnował.
Smaczno i spokojnie pod tą strażą usnął sobie chłopczyk w najlepsze, i przespał tak sam nie wiedział ile godzin, nie przebudzając się nawet. Zbudził się dopiéro, gdy mu wschodzące nazajutrz słońce powieki zapiekło. Towarzysz jego czujny już siedział, ziewając i wyciągając się i powitał go ruszając ogonem i liżąc po rękach.
— A co? — rzekł — pora do roboty.
— Do roboty? — spytał chłopak — aleć to ja jeszcze na dziś mam za co chleba sobie kupić i tobie.
— To prawda — odpowiedział stary Burek — ale na tém nie dosyć; nie wówczas pracować, kiedy już głód dokucza... Trzeba miéć zapas.
Chłopak przypomniał sobie wiewiórkę i wstał żywo.
— Cóż tu robić? chyba znów piasku przyniesę! — pomyślał sobie — bo na co ja się komu przydam?
I zabierał się już iść, gdy wczorajsza kobieta zobaczyła go i zawołała. Szła ona na targ. Kazała mu za sobą nieść koszyki; jednego z nich podjął się pies.