Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/240

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


31.  Adam.
(wspomnienie akademickie).


I.

W młodości życie staje przed człowiekiem z rękoma pełnemi obietnic, nadziei, wspaniałych przyrzeczeń, bogato strojne, głową w niebiosach, uśmiecha się, otwiera ramiona i pokazuje przyszłość! przyszłość za mgłami, ale we mgłach nadzieja widzi wspaniałe gmachy, żyzną krainę, mlekiem płynącą i miodem. I młody idzie, leci, rzuca się w życie, pomiatając wszystkiém, co spotyka, szafując sobą, czasem, zdrowiem, idzie do tych mglistych krajów swéj wyobraźni, co się mu potém smutną wydmą piaszczystą pokazać mają. Na drodze nieraz go co powstrzyma, ale młodzieniec odpycha wszystko, rozbija, byle biegł daléj i daléj. I niczego mu wówczas nie żal, bo zdaje mu się, że go czeka bogata za wszystkie ofiary zapłata. Ani mu mówić wówczas, że kłamią nadzieje, że zawodzi przyszłość — nie uwierzy! ani go wstrzymać w pędzie cichém szczęściem, spokojem; ani go ukołysać słowy smutnego doświadczenia; niczemu, nikomu nigdy nie uwierzy.
Ale są ludzie, którzy prawie nie mają młodości, nie znają co marzenia i jéj nadzieje. Ci ludzie urodzili się z gotowém życiem, z przeznaczeniem odkrytém, odrazu ujrzeli, co ich czeka i zimno patrzą na wszystko. Wszystkiém, czego mu braknie, zapełnia on ten swój świat marzenia: miłością, dostatkiem, sławą — uplata sobie troiste wieńce, złote, różane i laurowe, w nie skroń ubrawszy marzy biedny. A jeśli prawda, że w nadziei tylko i marzeniu jest prawdziwe szczęście bez przebudzenia, przesytu; to najszczęśliwsy, kto we snach tylko dotknął ustami kielicha tak nazwanych przez się rozkoszy i nie dopił go na jawie do gorzkich mętów. A na jawie jest-że szczęście bez odwrotnéj stony, bez jutra, bez zawodu! Zawsze one podobne do owoców z nad Martwego jeziora.