Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/063

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


6.  Majster i czeladnik.


Nie będzie uczeń nad mistrza.

Ogień palił się w piecu, przed nim siedział majster budowniczy Wojciech, sparłszy łokcie na kolanach, tuż przy nim na ławie pokrytéj kobiercem, zięć jego czeladnik Piotr i córka Marya. Cichość panowała uroczysta. Piotr czeladnik spuścił głowę, objął jedną ręką młodą swoję żonę, a druga trzymał maleńkiego synka. Stary Wojciech zdawał się ponury i gniewny.
— Słuchaj, Pietrze! — rzekł po chwili — ty mi tak drugi raz, jak dziś wobec ludzi, nie domawiaj! Szanuj moje siwe włosy! pamiętaj, że ta ręka i głowa wpoiły w ciebie to, co umiesz! Bo jak się drugi raz odważysz, won z moich oczu! precz! ty, żona twoja i dziecię! Wolę mieszkać sam jeden, jak widziéć cię pod bokiem urągającego się z mojéj starości!
— Jak ci tylko tu zawadzamy, panie teściu! — rzekł Piotr — tak najchętniéj się wyniesiem i choć zaraz! Nic na tom ci ja strawił pół wieku, ucząc się i starając, żebyście mnie potém mieli za partacza! A kiedy chcecie zobaczyć, co ja umiem, pozwólcie mi domurować tego nowego kościołka... wszakże ledwo fundamenta rzucono, niech przepadnę! jeśli jedna moja robota wszystkiéj waszéj nie zaćmi!...
— Ho! młokosie! łatwo gadać jak sroka, ale robić nie łatwo. Wierzaj staremu! — odezwał się majster Wojciech ze złośliwym uśmiechem. — Dobrze! odtąd ja i palcem nie tknę téj roboty... ani tam zajrzę nawet... jutro jadę do Smoleńska, i tam mnie czekają... a ty rób! to zobaczym, powrócę na sam koniec, powrócę śmiać się z ciebie, jak wyprowadzisz gołe ściany, krzywe okna i grube gzymsy. Oj! żebyś wówczas pełzał mi po nogach, żebrząc o pomoc, nic! nic! choćbyś się spiekł ze wstydu... lub we łzach utopił, nic! nic!
To mówiąc powstał stary i zamilkł, a Piotr czeladnik całując synka w czoło, odpowiedział: