Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Stare dzieje.pdf/93

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
BARTŁOMIEJ.

O! już wiedzą, mospaneńku, chamy! jaka to u nich policja!

PROKOP.

Mówią, że majątek idzie na sprzedaż?

BARTŁOMIEJ.

A wam co do tego? Jeden pojedzie, drugi nastanie; bez pana nie będziecie, nie bójcie się.

PROKOP.

Taki dobry pan....

BARTŁOMIEJ.

Dobry! a! bo się dawał okpiwać, jakeście sami chcieli. Już to, mospaneńku, ręczę, że takiego drugiego nie będziecie mieli.

PROKOP (wzdychając).

A! to prawda! Ale niechże wielmożny pan będzie łaskaw i powie, jak się to stało?

BARTŁOMIEJ.

Prosta rzecz... tracił, tracił i stracił! — Kupował co niepotrzebne, a teraz potrzebne sprzedawać musi, rozumu nie było, na starość przyszło o kiju wędrować....

PROKOP.

To pewnie dużo tych tam długów na majątku?