Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Stare dzieje.pdf/74

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    AMELJA (ocierając oczy).

    Dla ojca, dla mego ojca, Adamie! dla tego, który mi od kolebki był matką, przyjacielem, nauczycielem, opiekunem, któremu winnam wszystko. Adamie — nawet ciebie poświęcić każe obowiązek!

    ADAM.

    Nie! to tylko dziwaczne marzenie zbolałéj duszy... Pomyśl! zlituj się... Możesz chcieć tego, ale ojciec twój byłżeby tak okrutny, ażeby przyjąć ofiarę? A ja! ja! a! raczéj umrzeć niż pozwolić... Nie mów więcéj.

    AMELJA.

    Drogi mój, poczciwy przyjacielu, zastanów się, pomódl w duszy i powiedz, jak mam postąpić; wiem, że egoizm nie poprowadzi cię drogą błędną. Od ciebie czekać będę rozkazu, zezwolenia, otuchy, bo nie mam prawa szczęścia nas dwojga poświęcić, tylko własne — a tyś swoje złożył w moich rękach. Bądź moim sędzią, czekam twojego wyroku.

    (podaje mu rękę)
    ADAM.

    To nad siły! daj mi zebrać myśli!

    (wychodzi szybko)