Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Stare dzieje.pdf/73

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

ofiary ta myśl jest nasionkiem, nie wiesz, jak zepsute jest to dziecię folwarku, któremu się na pastwę chcę oddać — jak oni są brudni, ile cierpienia gotuję sobie w przyszłości — ale mój ojciec! mój ojciec!

ADAM.

Godziż się tobie, córce tego człowieka przypuścić, że on, co cię tak kocha, przyjąłby taką ofiarę?

AMELJA.

Dziś, nie — ale jabym go do niéj przygotowała, jabym święte dlań popełniła kłamstwo.

ADAM (smutnie).

Padam przed tobą na kolana! tyś wielka i święta, — ale takiego poświęcenia nikt wymagać, nikt czynić, nikt przyjmować nie ma prawa — sama myśl jego oburza.
Pojmujesz, że to życie w nowém kole, któreby ono stworzyło, — życie długie udręczeń, wstydu, upokorzeń, szyderstwa, rzeczywistości prozaicznéj po tych ideałach cichego szczęścia naszego, któreśmy razem marzyli? Nie! nie! stokroć nie! Nie zdobędę się na siłę, by coś podobnego przypuścić dla ciebie — ty sama, choć mówisz o tém, nie potrafiłabyś podołać ofierze....