Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Stare dzieje.pdf/52

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    BARTŁOMIEJ.

    Ja? ja? jako żywo! Jaśnie (Tfu! znowu!) panie hrabio... nie jestem wcale pomięszany... ale nareszcie...

    HRABIA.

    Mów wyraźnie co chcesz powiedzieć, nie rozumiem cię.

    BARTŁOMIEJ (na stronie).

    Stary nałóg górę bierze! ani rusz, a wódki się napiłem! (głośno) Przyszła w ostatku godzina, jaśnie panie, panie hrabio....

    HRABIA (chłodno).

    Która godzina?

    BARTŁOMIEJ (zmięszany).

    Pół do dwónastéj, jaśnie panie....

    HRABIA.

    Więc cóż?

    BARTŁOMIEJ.

    Ale tu nie o godzinę chodzi, jaśnie... (Tfu!) panie hrabio!

    HRABIA.

    Widocznie zbiera ci się na powiedzenie mi czegoś stanowczego, nie bójże się, mów śmiało. Nie jestem tak straszny....