Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Stare dzieje.pdf/39

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    HRABIA.

    Że kazałem tę dziewczynę, córkę starego mego poczciwego Prokopa, uwolnić ze dworu. Ojciec mnie o to prosił, ma słuszne powody, nie godzi mu się gwałtem dziecka zatrzymywać.

    BARTŁOMIEJ (jąkając się).

    To jest... jaśnie panie... to jest... jak sobie jaśnie pan każe... ale ośmieliłbym się przedstawić...

    HRABIA.

    Prokop mnie o to prawie ze łzami prosił.

    BARTŁOMIEJ (poruszony).

    Co ich łzy kosztują! To panie taki ten ród chamski przemierzły, że aby rękawem potarł, łzy jak groch im się sypią.

    HRABIA (żywo).

    Ależ, proszę cię mój Bartłomieju, nie gadaj mi tego! Tyle razy słyszałeś odemnie, że obelżywych wyrazów na moich tych poczciwych ludzi słuchać nie lubię!

    (po chwilce)

    Wy wszyscy macie ten szkaradny zwyczaj, to pojęcie niechrześciańskie o ludzie, jakbyście z innéj byli ulepieni gliny. To się nie godzi! Wiesz