Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Stare dzieje.pdf/135

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
HRABIA.

Od niedołęztwa mojego...

ADAM.

Chce ofiarą saméj siebie okupić spokój dla ojca!

HRABIA.

A! święta, anielska istota!

(Łzy toczą mu się po twarzy, ociera je powoli.)

Ale gniéwam się na nią! Mogłaż mnie za tak nizko upadłego już sądzić, bym od niéj przyjął taką ofiarę! Biedne dziecię... ja! cobym życie dał za szczęście wasze, jabym was miał rozłączyć! ja przyjąć to jéj morderstwo i na nie zezwolić!!

(porywa się za głowę)

Ona się zdobyła na takie poświęcenie, a ja, mając takie dziecię, — was dwoje przy sobie — miałbym się ulęknąć ubóstwa, wygnania, upokorzenia, trochy bólu!! Nie, nie! suchém okiem pożegnajmy rodzinne nasze progi... i w świat wielki idźmy Adamie! ale...

(podaje mu rękę)

ale razem! wszak prawda?


SCENA VI.
Ciż. AMELJA. Hrabia ujrzawszy ją, rzuca się ku niéj.
HRABIA.

Upokorzyłaś mnie, dziecko moje!