Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Semko Tom I.djvu/069

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wczę, zlekka ją odtrąciła, dając mu znak, aby odeszło — sama zaś, opończę odgarnąwszy, kaszlnęła i posunęła się ku środkowi izby.
Spóźnionym tym gościem była niegdy mamka, później piastunka Semka, którą zwano Marychną Błachową, — wdowa po majętnym kmieciu na Kujawach, która wraz z mleczną siostrą Semka, Uliną, pozostała przy dworze, i po śmierci pierwszej księżnej, po tragicznym zgonie drugiej — coraz rosnąc w łaskach u starego Ziemowita, — choć prosta kmetówna, całe gospodarstwo ogarnęła.
Zkąd jej te łaski starego księcia przyszły, jak się w nich utrzymała, a teraz też młodego Semka miała zaufanie i łaskę; o tem ludzie bardzo różnie mówili.
Niewiasta była rozumna, małomówna, zręczna, ale się pochlebstwy nie wysługiwała. A do zgonu Ziemowita, od łoża chorego starca krokiem nie odstępowała. Z jej rąk on najchętniej napój i pokarm przyjmował, a nawet gdy w gniewie ludzi zabijał i kaleczył, jedna Błachowa się go nie obawiała; przystępowała doń spokojnie, nieraz jednem słowem, jednem skinieniem przywodząc go do upamiętania.
Mówiono, że wielu ocaliła życie, — a niejeden raz, gdy siekierkę z obuszkiem, z którą zawsze chadzał, już miał cisnąć na sługę, ona ją księciu z rąk wyrywała, a winowajcę za drzwi