Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Poezye tom 1.djvu/259

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

A ja za ciebie do nieba —
Z mojéj mogiły pomodlę się z cicha. —

Tobie Lucjanie...??... nie dam księgi żadnéj,
One to w głowie pożar rozdmuchują zdradny,
Zbrzydzą pokój i rolę i wiejskie zacisze,
O nieszczęsny kto czyta! szalony kto pisze!
Ty bez nich bądź szczęśliwy, mądrość tego świata,
Cała zamknięta, cala w jedném słowie —
Kochaj — każdego jak brata,
Będziesz mądrym zupełnie — szczęśliwym w połowie,
A jeśli miłość ludzie oddadzą ci twoją,
Od wszystkich książek lepiéj, duszę zaspokoją —
Rzuć je w ogień. Jam na to nigdy nie miał siły,
Jam je tak kochał — one mnie zabiły! —

Jest tam z szczęśliwych czasów drogi zbiór pamiątek,
Wszystkich lubych miejsc widoki
Niosłem na papier każden miły kątek,
Gdziem przeżył szczęście wielkie, przetrwał żal głęboki!
Gdzie spoczęła po smutkach skłopotana głowa,
Pod dachami Horodźca, Dołhéj, Romanowa, —
Jest tam nasza kaplica i luba Ossowa —