Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Poezye tom 1.djvu/255

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Na dębie słowik niech śpiewa,
Ja tak lubiłem słowika! —
Pieśń jego słodka i tkliwa,
Niech aż do grobu przenika!
Ach! i ja kiedyś z zapałem,
Miłośnie jak on śpiewałem.

I jeszcze, jeszcze na grobie,
Kładźcie mi książkę wieczorem,
Jeśli ja będę upiorem,
W północ wstanę czytać sobie,
A gdy noc ściemni się chmurą,
Polecę — na gwiazdę którą.

Luba! ty fijołek mały,
Poléj łzą, a kwiat z méj róży,
Niech rozkwitły, wybujały,
Na wieniec ślubny ci służy,
I słowik z mojego drzewa!
Niech ci w noc weselną śpiewa!

Kiedyś za to wspomnisz może,
Miłość moję, łzy, piosenki,
I tak długie moje męki,
I tak smutne ślubne łoże!
A wówczas tłumiąc westchnienie,
Zmów, zmów — wieczne odpocznienie.