Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Poezye tom 1.djvu/200

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Jeśli mają zapomnieć niech zapomną razem.
Ty i ja nierozdzielni — zginiemy oboje —
Obojem zaśniem dumnym przyciśnieni głazem.
Nad żywy uścisk świata, wolę łoże twoje
Zimne, ciche i ciasne! chyba we dwa wieki
Odgrzebie nas dłoń ludzi, ujrzą ich powieki,
A potém znowu długie, nieprzespane lata
Spać będziem, luba razem do skończenia świata.

A tam nad nami ludzie będą jeszcze żyli —
Tam człowiek feniks, co się odradza z popiołu,
Będzie się rodził, cierpiał, umierał w pół chwili,
Przekaże synom życie, sam zstąpił do dołu!

A ci synowie nad głowy naszemi,
Będą panami pięknéj, ukochanéj ziemi.
Będą witać jéj wiosny, płakać nad jesienią,
Zgadywać tajemnice, których nieodgadną,
Targać się na jéj prawa, których nieodmienią —
I roić nieśmiertelność, aż się w grób pokładną!!

Tam będzie wojna wrzała, krzyki rozlegały,
Będą śpiewy wesołe bujać po nad światem —
A my cicho, spokojnie, prześpim czas ten cały,
Póki z ziemi ostatniém niezbudzim się latem.
Wówczas! co za dzień będzie, ty wiesz jeden Boże,
Wszystko co kiedy zmarło, z tym się dniem obudzi,