Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Poezye tom 1.djvu/195

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Z zimnéj trumny upadł wianek,
W trumnie leżą jéj nadzieje,
Jedyny serca kochanek.
Na tło niebios poranku wyjaśnione tchnieniem
Słońce ognistym wskoczyło promieniem.
W koło niego złocone pływają obłoki,
Jak łodzie na ocean popchnięte szeroki.
Nad niemi purpurowy płaszcz rozwija zorze,
A świat dnia oczekując oniemiał w pokorze.
Za gaikiem, na dolinie;
Kraśnemi otoczon kwiatki,
Posrebrzany strumień płynie.
Daléj chatka, a z téj chatki,
Łzawych oczu i lica,
Wyszła rankiem dziewica.
Na świat, na słońce spojrzała w około —
I świat się do niéj uśmiechnął wesoło.
Przed nią wszystko uklękło, jak przed panią świata,
Ale jéj boleść serce skrwawione ugniata,
W ręku ma spleciony wianek
Z smutnych kwiatów, jak smutna jej duszy tęsknica
Patrzy — tam widać drogę; nad drogą — kaplica....
Tą drogą dawniéj przychodził kochanek,
I tą samą do niebios powędrował drogą.
Już go łzy i wzdychania obudzić nie mogą,
Już go tęsknemi nie zwabi oczyma,
Bo go na świecie niéma.