Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Poezye tom 1.djvu/149

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    —   141   —

    I w dawnéj sukni, raz jeszcze się wlecze
    Na miejsca dawnych roskoszy.
    Lecz gdy wspomnień przeszłości płomień jéj dopiecze
    I znowu z ciała mękami wypłoszy,
    Leci, ziemską powłokę otrząsnąwszy z siebie,
    Ziemskich cierpień, roskoszy zapominać w niebie!

    O! noey — twoim osłoniętych cieniem
    Ileż smutków zasypia, roskoszy się budzi,
    Ile modłów za tobą ulata ze drżeniem
    Do Boga od ludzi!

    Gdy dniem długim znękany, na twardéj pościeli.
    Człowiek życia kajdany zrzucić się ośmieli,
    Ty udręczonéj myśli zsyłasz mar tysiące;
    W nich wspomnienia młodości ozwą się gorące
    W nich sklejone obrazki z wypadków miliona
    Trzeźwią duszę, do swego przytulając łona!

    O! noc jeszcze — ach! czemuż noc skończyć się musi,
    Tak jak się wszystko skończyło!
    Czemuż dumną swą władzą, dumna swoją siłą,
    Na wieki słonecznego światła nie przydusi?
    I nad światem objąwszy czarne panowanie,
    Z nim razem nas w bezdenne nie strąci otchłanie!