Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Poezye tom 1.djvu/125

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Dziś z jego sercem zapoznał się zbliska.
Po nocy bez snu, którą spędził z tobą,
Wodne go do snu kołyszą łożyska.
Usnął na falach i wieczorną dobą
Przybyć zapomniał, lecz mnie tu przysyła.


Ona.

Precz podły zbójco — twe tchnienie mnie plami —
Precz! o! Franczesko! na com cię przeżyła!
Ty, starszy zbrodnią niżeli latami,
Powiedz Paolo, wszak on żyje jeszcze?
Powiedz mi, błagam! wszystko ci przebaczę, —
Nawet tę roskosz! Gdybyś czuł te dreszcze —
Łzę spiekłą w oczach, a w sercu rospacze!
Na co żartować z nieszczęsnéj kobiéty?
Paolo — drogi! — ty milczysz niestety!
Powiedz mi, wyznaj!


Paolo.

Nie, on nie ożyje!
Łzy go, rozpacze nie wskrzeszą niczyje,
I gdyby ożył, ten sztylet raz drugi
Zdałby się jeszcze do pierwszéj posługi
Jeszcze dość ostry!


Ona.

Zlituj się o Boże!


Paolo.

Alboż go nikt już zastąpić nie może?