Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Na królewskim dworze Tom II.djvu/051

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    rządku. Umiesz sobie radzić z temi babami, które za tobą przepadają.
    Pac zaprotestował, ale król nakazał mu milczenie.
    — Proszę cię, ażeby Bietka powróciła — rzekł. — Ze wszystkich dziewcząt, które są przy Amandzie, ta najładniejsza i najroztropniejsza. Niechże choć spojrzeć mam na kogo bez wstrętu.
    I po krótkiej pauzie wtrącił:
    — Mówiliście, zdaje mi się, że ojciec szlachcic? szlachcianka więc?
    — Tak słyszałem — rzekł Pac — ale cała ta historya odszukanego ojca wydaje mi się podejrzaną. O ile mogłem się dowiedzieć, szlachcic świeżo tu przybył od kozaków z Niżu.
    — A! czy nie ten, który list do kanclerza przywiózł od atamana i starszyzny — podchwycił król trochę się marszcząc.
    — Tak się zdaje, bo mieszkał u szafarza Bieleckiego, który mi mówił, że od kanclerza miał go poleconym sobie.
    — Co za plątanina! — przerwał król z niechęcią jakąś. — W tem wszystkiem trzeba żebyś lepszych zasięgnął wiadomości... ja nie chcę się mięszać, rozumiesz? Dziewczę powinno powrócić.
    Dnia tego skończyło się na wydanym rozkazie, a że Pac wszystkich oszczędzał, nikogo sobie nie chcąc narażać, od króla poszedł zapukać do panny Amandy, która już napół rozebrana, na-