Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Latarnia czarnoxięzka Tom II.djvu/161

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I Sawka milczał, wziął kosę ze ściany, chléb do sakwy, poszedł na łąkę. A Naścia pobiegła do dworu.
Od téj chwili coraz to częściéj tam bywała i postrzegł Sawka chustkę krasną na głowie, zapytał z kąd miała? —
— Ojciec przysłał gościńca —
I zobaczył korale na szyi, i znowu spytał z kąd korale?
— Od ojca — odpowiedziała, a mówiąc zarumieniła się jak mak i odwróciła.
Sawka domyślił się wszystkiego i o więcéj nie pytał.
Zawrzało mu jednak w sercu, zakipiało i chciał przynajmniéj wiedziéć; komu wstyd był winien. Łamał głowę napróżno, bo tylu się kręciło koło czarnéjbrewy, że ani było się domyśléć, ani odgadnąć. A ona dla wszystkich jednaka; jeden uśmiéch, wejrzenie i hardość, jedna na pozór pogarda.
Sawka stał się smutny, zamyślony i powoli dom mu zbrzydł, odpadła ochota do pracy; sąsiedzi coraz częściéj wodzić zaczęli