Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Latarnia czarnoxięzka Tom II.djvu/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


niego, w jego wiosce, z jego interessami działo, czytał kurjera litewskiego, palił zalibocki tytuń, ciągnął kabałę i dozwalał rządzić się jéjmości z dobranym towarzyszem jéj, panem Antośkowiczem, niegdy pisarzem pocztowym, a teraz przyjacielem domu państwa Sulmirzyckich.
Jéjmość korzystała ze swobody i rządziła się jak szara gęś — mylę się — gdyby raz szara czy biała gęś objęła rządy majątku, zapewne by lepiéj obowiązki swoje zrozumiała i spełniała je. Pani Sulmirzycka ani o dzieciach, ani o interessach nie myślała, ani się zastanowiła nad jutrem; stroiła tylko, poiła i karmiła pana Antośkowicza i siebie, jeździła z nim do wód Odesskich, na Kaukaz, nie wiem już gdzie i traciła fortunkę. Pan Sulmirzycki tym czasem siedział pod piecem, fajkę palił, jadł pierniki, zgadywał zagadki i kładł kabałę. Gdy się trafiło że kto do niego przyszedł z interessem, odsyłał albo do Jéjmości, albo do P. Antośkowicza mówiąc —
— To do mnie nie należy.
W chwili gdy się to, co opisujem, dzieje, pani Sulmirzycka była w rozpaczliwém poło-