Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Jelita t.II.djvu/152

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Bój się zdał oddalać od niego... zbliżył raz znowu, odbiegł i cisza nastąpiła dla niego prawie od walki straszniejsza...
Koń z głową spuszczoną wąchając wyciągnięte jego nogi, to stał spokojny, to rżeniem niecierpliwem wołać się zdawał na pomoc ludzi...
O ile dojrzeć mógł Szary... żywego do koła nie było już nikogo. Na wpół w ziemię wbity leżał przy nim Krzyżak własną zbroją zgnieciony, z głową obnażoną, z któréj hełm spadł, ze znakiem podkowy końskiéj na czaszce i czole strzaskaném. Daléj nieco koń dogorywający napróżno usiłował się zerwać na nogi, przedniemi kopytami rył ziemię, do pół się dźwigał i opadał.
Daléj widać było pogruchotane włócznie z ostremi drzazgi sterczącemi do góry, połamany oręż, kupy błota w których już ciał startych na miazgę rozeznać nie było można... Mrok wieczora powoli zstępował na pobojowisko, do którego zdala, z miejsca, gdzie obóz był Krzyżacki — dochodził gwar i okrzyki zwycięzkie...
Szary czuł, że król otrzymał pole, że tam bracia jego weselili się ocaloną czcią rycerską...
Wśród szumu i śmiechów nagle cisza się stała...
W tém głos jeden jakiś począł pieśń kościelną, Ciebie Boga chwalemy: i ogromnym chórem wszystko, co żyło powiodło za nim...
Szary miał na oczach łzy...