Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Jelita t.I.djvu/047

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


świecka i podług dawnego obyczaju; ale na dworach królów i książąt, mających stosunki częste z Europą, strój i zbroja, pochodzenia francuskiego, włoskiego, niemieckiego, przeważały. Duchowieństwo które dawniej jeździło do Rzymu często, teraz do Awinjonu, rycerstwo które także chętnie się zaciągało za granicą dla poznania świata, kupcy dla zysku przywozili sprzęt, oręż, sukna flamandzkie, hollenderskie tkaniny, klejnoty, broń i t. p.
Na wojnie ziemianie bogatsi zbroje nosili takie w jakie niemcy i francuzi opatrzeni byli.
Przybywający wyglądał jeżeli nie z cudzoziemska, to na wzór obcych w stal okuty, i suknie miał wykwintnie szyte, o które dbać się zdawał. Koń też jego miał drucianą siatkę na sobie i rozmaite świecące blaszki na rzędzie.
Mężczyzna lat około trzydziestu, pięknej twarzy, ciemnowłosy, zręczny, zatoczył koniem przed dworzec jakby dla popisu, i choć dużo miał blach na sobie, lekko skoczył z siodła, konia pacholikowi tarczowemu oddając.
W chwili gdy Dobek spozierał ku niemu, oczy się ich spotkały... Znajomi musieli być, bo przyjezdny chciał go witać i posunął się już ku niemu gdy Dobek głową mu skinąwszy tylko, szybko podanego wierzchowca dosiadł — i od podsieni ruszył...
Przybyły stanął nieco tem zdziwiony, gdy