Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Capreä i Roma Tom II.djvu/240

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Dziejopis téj epoki (Tacyt), który chrześcijan miał za winnych i godnych kary, z powodu ich obrzędów, sam pisze, że sposób, w jaki się nad niemi pastwiono — szyderstwo, jakie mu towarzyszyło, wzbudzały litość w najtwardszych sercach.
Ogrody Cezara zmieniły się w plac wymyślnego męczeństwa i niesłychanych okrucieństw.
Szał tłuszczy krwi chciwéj dochodził do wściekłości, a spokój męczenników, znoszących go z majestatem stoickim, zwiększał jeszcze zapamiętałość jątrząc i drażniąc tych, którzy jęków i boleści pragnęli.
Ciała obnażone starców, niewiast, mężów i dzieci oblewano smołą i zażegano jak pochodnie, a przy blasku tych ogni puszczano psy na odzianych skórami dzikich źwierząt chrześcijan, którzy z rękami podniesionemi do góry, modlili się za swych oprawców. Indziéj zatapiano ich w naczynia płonące, w których wrzała smoła roztopiona; wieszano na drzewach, krzyżowano u słupów... a wśród téj krwawéj igraszki, nie słychać było tylko krzyki katów, bo lud Boży konał po cichu dla Chrystusa...
I w téj pierwszéj wielkiéj próbie nie było ktoby upadł i zaparł się prawdy.... poganie zdumieni, znużeni, przelękli, stali w osłupieniu.
Zdala, wśród dworu Cezara stał Symon Magus, okiem chciwém szukając w tłumach Piotra... ale go tam nie było.
— Nie wszyscy tu są jeszcze — mówił do ota-