Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Capreä i Roma Tom II.djvu/238

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Wystąpił problem z korektą tej strony.


[J]uż zdala po sadach Cezara rozpalone widać [było] ognie, przy których lud od kilku dni koczo[wał], a u wnijścia do bram zewsząd naciskający się [gm]in, rycerstwo, senatorowie z kolei wpuszczani wchodzili.....
Z tłumów niekiedy, szczególniéj między niewolnikami, wyzwoleńcami i dwornią Cezara dawały się słyszeć okrzyki — że Neron sprawiedliwą na chrześcijan wymierzał karę.
Ogrody Palatyńskie dziwny przedstawiały obraz.
Stały wśród nich ocalone gmachy pałacu Cezarów, których część tylko od płomieni obronić mogli niewolnicy; ulice i przejścia między niemi tysiącami zgromadzony lud zalegał, opowiadając sobie, jak Cezar wyszukał wreszcie winowajców, których napróżno dotąd, ofiary czyniąc bogom podziemnym i księgi Sybillińskie wartując[1], szukano u ołtarzów milczących Junony na Capitolu.
Między rozkosznemi gajami laurów i cyprysów i strojnemi peristylami, które bluszcz i wino oplatały, pozapalane widać było stosy oświecające wielką przestrzeń, poprzerzynaną sadzawkami, strojną w bijące wodotryski i posągi....
Straże pretoryanów pilnowały kupami tu spędzonych chrześcijan, bladych, ale spokojnie na modlitwie oczekujących męczeństwa....

Kapłani pogańscy tymczasem błagalne przed

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – wertując.