Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Capreä i Roma Tom II.djvu/237

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Wystąpił problem z korektą tej strony.


Wspomnijcie na męczeństwo Stefana i Jakóba i [wie]lu już braci naszéj! azali nie pragniecie cierpie[ć jak] oni dla miłości Chrystusowéj? azali dla męki [za]przecie się Boga i uciekniecie dla żywota doczes[ne]go?[1] Kto nie mocen duchem, niech odchodzi w pokoju, ale synowie Boży silni będą i dostoją, a nie ulękną się....
Zdala za domem, na pustym placu słychać było śmiechy i naigrawania się tłuszczy i uganianie i krzyki nadchodzących siepaczów — Piotr począł się modlić i wszyscy padli na kolana... głuche milczenie zaległo atrium....
Hałas i wrzawa, które przed chwilą słyszeli, obeszły tylko domostwo, minęły drzwi i zdala niekiedy odzywając wybuchami przycichły, w dali zupełnie... wierni uczuli się ocalonemi....
Trwali tak jeszcze na cichéj rzewnéj modlitwie chwilę, aż Piotr powstał i dał im znak błogosławiąc, że rozejść się mogą.
Cicho rozbiegli się wszyscy, a Pudens wdziawszy togę, Candida z sobą namówił, by pójść w miasto, dowiedzieć co się stało... gdyż nie wierzyli słowom przestraszonéj niewiasty.

Wieczór powoli w noc się zamieniał; tłumy jakieś przez opalone i zawalone gruzem, złomami kolumn, stosami cegieł, uliczki ciągnęły ku Palatynowi; z rozmów ich łatwo miarkować było można, że się śpieszyły na jakieś niezwyczajne igrzysko.

  1. Przypis własny Wikiźródeł Strona tutaj jest uszkodzona; zaznaczone w nawiasach kwadratowych fragmenty dopisano na podstawie domysłu.