Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Capreä i Roma Tom I.djvu/263

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Z przestrachem oczekiwali tylko, rychło-li odgłos spadającego ciała, krzyk i rozpryśnione wody, oznajmią im o śmierci zuchwałego rybaka — ale cicho było wokoło i nic nie przerywało milczenia, długiego jak wieki.
Już prawie świtać zaczynało od wschodu i na jaśniejszém nieco niebie dalekie lądy sinemi gór malowały się szczytami, gdy Ulp powrócił znużony i padł spocząć na sieciach. Ręce i nogi jego drżały wysiłkiem potężnym, pierś wzdymała się szybkim oddechem, pot kroplisty oblewał piersi i czoło.
— Merkuremu dzięki — rzekł — żem szyi nie skręcił, tak rosa poranna śliskiemi uczyniła te wschody, po których się i kozy nie ważą...
— Hypathos? — spytała Rachel....
— Siedzi w progu portyku, widziałem go — rzekł rybak — otoczony strażą, nie może się ruszyć i płacze....
Helios pobladł, kobiéta klasnęła w dłonie i zakryła sobie oczy, Juda spoglądał wzrokiem pełnym łez i ognia.
— Co więcéj widziałeś w willi Jowisza? — przerwał Helios.
— Cezar gotuje wielką ofiarę... niewolnicy szykują wozy i konie, ubierają się chłopcy, a skoro zaświta, pociągną wszyscy ku świątyni Mithry.... słyszałem dających rozkazy....
Na te słowa odstąpiła ostatnia nadzieja, wszyscy