Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Capreä i Roma Tom I.djvu/208

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Czyż człowiek uniknąć go nie może?
— Nie! nie! — odparł filozof... ale może je zwyciężyć, mężnie przenosząc.
— Więc ów wąż! ów wąż!! — przerwał starzec niespokojny — tak! próżno Rzym mnie wyzywa, nie pojadę tam więcéj!
Grek przypomniał sobie w téj chwili przepowiednią węża... która na myśl przyszła Cezarowi. Tyberyusz miał ugłaskanego ulubieńca, z którym się rad bawił... znaleziono go zjedzonym przez mrówki, ztąd tłómaczenie i wieszczba, że Cezar tak przez lud drobny pożartym być może i obawa powrótu do Rzymu [1]. Po śmierci Sejana kilkakroć zabierał się do stolicy starzec i strach ten go wstrzymywał, a bojaźń ludu wywołała znęcanie się nad nim i niesłychane krwi przelewy.
— Są więc żelazne okowy losu, których nawet władza Cezara nie przełamie!... nie jestem więc wszechmocnym! — zawołał w duchu — a! mizerne życie! licha władza! wolniejszym jest, kto o tém nie wie i swobodnym się mniema... szczęśliwsze zwierze!!...
I wróżbita od progu, ruchem dłoni drżącéj, nie mówiąc słowa, odprawił.


  1. Swetoniusz.