Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Capreä i Roma Tom I.djvu/159

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tyberyusz osłupiał na widok kobiety, gdyż twarz Racheli przypominała mu rysy jednéj kobiéty, którą w życiu ukochał, Agrippiny, odebranéj mu dla chwilowéj fantazyi Julii, co życie jego zatruła.
Może cień nocy, może myśl własna i uciekające w starcu zgrzybiałym ku młodszym latom wspomnienia, uczyniły dlań tę twarz pięknéj Racheli dziwnie podobną do dawno straconéj żony; ale przypomnienie było tak uderzające, że zapomniawszy swéj powagi, wyciągnął ręce, wykrzyknął imie, które dawno zabyły usta.
W najzepsutszym człowieku jest czasem iskra jakaś serdeczna, tlejąca w popiołach... tą iskrą było w nim przywiązanie do Agrippiny, przechowane w piersi, która już nikogo nie umiała kochać, w człowieku, który po matce nie płakał, szydził ze śmierci własnego dziecięcia, ludźmi pogardzał i zazdrościł losu priama[1], co wszystką swą przeżył rodzinę. [2]
Priscus, wysłany natychmiast, zebrał swe sługi i postanowił całą wyspę splondrować, aby wykryć winowajców...

Tyberyusz jednak po chwili zamknął w sobie uczucie i z weselszém obliczem, jakby się nic nie stało, powoli wyszedł z gaju, dając znak skończe-

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – Priama.
  2. Swetoniusz.