Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Capreä i Roma Tom I.djvu/100

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.




X.


Twarz Tyberyusza na chwilę rozpromieniła się błyskiem ogni dalekich.
— Stało się — rzekł po cichu — żal mi łysego... zaprawdę, ale sam sobie zgubę gotował?
Bogowie winni byli Cezarowi tę zemstę nad niewiernym sługą z błota dźwignionym.... Złóżmy ofiarę fortunie zwycięzkiéj.... albo nie, czekajmy Macrona... tak lepiéj! Gwiazdy na niebie... czas spocząć i rozweselić się nieco...
Twarz jego, znowu pokonana, przybrała wyraz zimnéj obojętności, a ktoby ją teraz ujrzał, aniby się domyślił, że przed chwilą błyskała ogniem zemsty nasyconéj i radością dziką, tak wszystkie swe uczucia przywykł był jedną zimną maską pokrywać.
Nikt z dworu, prócz Cajusa może, nie wiedział znaczenia zapalonego na wybrzeżu ognia, a Caligula umyślnie tając co odgadł lub wyśpiegował,