Strona:PL Józef Bliziński - Marcowy kawaler.djvu/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
Grzempieleski.

Nic... tylko, że to już, ma się rozumieć, parę godzin od obiadu, więc zdałoby się pomyślić względem podwieczorku.

Pawłowa (ruszając ramionami).

Nie wiem co się pan Grzempieleski tak teraz w to jadło włożył — cięgiem jeść i jeść.

Grzempieleski (siadając na kanapie).

Moja pani Pawłowa... przecież to, jak się mówi, człowiek na to jé, żeby żył, czyli raczéj na to żyje, żeby jadł; więc tedy, ma się rozumiéć, jak jé to żyje, a im lepiéj jé, tém lepiéj żyje... to każdy wié...

Pawłowa.

Ady i ja wiem, że pan aby na dobre jadła patrzy...

Grzempieleski.

Ale jak dostanę kawy z gęstą śmietanką, to coś powiem.

Pawłowa.

Zawdy pan Grzempieleski chce ino téj śmietanki gęstéj... ady pan już i tak tłusty kiéj lepa...

Grzempieleski.

Ale coś powiem, i ma się rozumiéć, ciekawego..