Strona:PL Józef Bliziński - Marcowy kawaler.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
Pawłowa (dąsając się).

Nie potrzebuję... (po chwili, nagle podbiega, i ciągnie go naprzód sceny) A to kto widział, tak się żegnać z daleka... (rzuca mu się na szyję).

Ignacy (zakłopotany, oglądając się na drzwi).

Głupia, pognieciesz mi gors... będę wyglądał Bóg wié po jakiemu...

Pawłowa (namiętnie).

Ja pana i tak kocham!

Ignacy (j. w.)

Jeszcze kto zobaczy...

Pawłowa (z wyrzutem).

Jak się to pan wéj będzie wstydził!

Ignacy (j. w.)

No, już dosyć... bądź zdrowa, bo tamten czeka...

Pawłowa (przymilając się).

A wróci pan dzisiaj?

Ignacy.

Ale wrócę, mówiłem ci.. cóż u djabła, nie wierzysz mi...

Pawłowa (unosząc się).

Bo pan taki faryzeusz, taki przedaj bóg!... co innego pan gada, a co innego ma na myśli..